Wydziergany sposób na życie – wywiad z Magdaleną Kosmowską

Postanowiłam rozszerzyć działalność blogową o wywiady z ludźmi, którzy świadomie wybierają „jakość ponad ilość”. Dla których takie słowa jak: pasja, rodzina, życie tu i teraz – mają znaczenie. Wierzę, że jest nas na świecie wiele i  wierzę, że są takie rzeczy, których możemy uczyć się od siebie nawzajem. Dlatego, raz na jakiś czas będę publikować dla Was wywiad z ciekawą osobą.

Z chwilą, kiedy wpadłam na ten pomysł na moje prywatne konto przyszła wiadomość od Magdaleny Kosmowskiej, założycielki firmy Motki2. Magda zapraszała mnie na warsztaty z dziergania, które odbywały się w Gdańsku. Temat żywo mnie zainteresował, ale byłam w tamtym momencie poza miastem. Od razu przyszedł mi do głowy pomysł, aby poprosić Magdę o rozmowę. Jej efektem jest poniższy wywiad, do którego lektury serdecznie Was zapraszam 😉

Monika (MP): Kiedy zaczęłaś dziergać i co Cię do tego skłoniło?

Magda (MK): Jak to zwykle bywa, zaczęło się od marzeń. Ale nie takich o willach, czy limuzynach i całym tym high life w stylu znanym z hollywoodzkich filmów. Zamarzyło mi się, że już nigdy nie wrócę do pracy, że nie utknę w przeszłości, bolejąc nad tym, że czegoś nie zrobiłam. Chciałam być szczęśliwa tu i teraz, zatrzymać się i zacząć doceniać to, co mam, co mnie otacza i co jest obok.

MP: Skąd wziął się pomysł na Motki2?

MK: Moja mama była mistrzynią wyczarowywania użytecznego piękna z niczego. Wyplatała małe dzieła sztuki z kłębka włóczki, kawałka sznurka czy kordonka. Gdy szłam spać słyszałam charakterystyczny dźwięk maszyny do szycia. Niezależnie od tego czy była to pasja czy też potrzeba spowodowana PRLowskim niedostatkiem, to mama zaszczepiła we mnie kreatywność i uruchomiła wyobraźnię, a teściowa dała klucz (w postaci szydełka i drutów) do świata dziergania.

Motki2 powstały w jedną noc (logo, strona, biznesplan). W jedną noc postanowiłam też, że nie wrócę do korpopracy. Tej samej nocy powiedziałam do męża: „jutro jedziemy po wełnę”. Następnego dnia z pomocą filmiku DIY powstał pierwszy koc z wełny czesankowej. Z dumą zaprezentowałam swoje dzieło najbliższym, a następnie wrzuciłam zdjęcie na firmowego Instagrama i Facebooka. Po tygodniu pojawiłam się ze swoimi wyrobami na targach Och!Bazar i na Mammaville. Po miesiącu, w Urzędzie Dzielnicy, wyszkoliłam ponad 70 osób. Po roku było ich ponad 500. Równocześnie zaczęłam szukać grup odbiorców gotowych kocyków – strzałem w 10 okazały się sesje noworodkowe. Zaczęłam, jako wówczas jedyna na świecie, tworzyć tęczowe kocyki, które pięknie fotografowała Marta Pońsko.

MP: Skąd czerpiesz pomysły na nowe projekty?

MK: Od ludzi! Razem z uczestniczkami warsztatów wymyślamy ściegi i nowe zastosowania dla naszych robótek. I tak ze zwykłego kocyka powstaje torebka, a z poduszki czapka 😉 Nawet na Pinterest tego nie znajdziecie 😉

Inspirują mnie fotografowie z całego świata. Instagram i Facebook to skarbnica zdjęć i stylizacji. Na jednym z warsztatów ktoś zadał pytanie o to, kiedy przy dwójce dzieci (z jednym całkiem malutkim ssakiem) znajduje czas na kocyki? Odpowiedziałam, że na miłość czas znajdzie się zawsze. A tak całkiem poważnie… zdarza się, że kilka nocy nie śpię, dziergam, a rano chodzę jak zombie ratując się kawą. Często realizuję zlecenia na cito! Przy sesjach noworodkowych takie realizacje to norma. Sesja fotograficzna zamówiona, termin porodu za 3 tygodnie a tu niespodzianka! Dzidziuś postanowił wcześniej wpaść do studio 😉

MP: Jak na co dzień wygląda Twoja praca, czy pracujesz w jakimś zespole?

MK: Kocyki robię sama, ale mąż towarzysko zawsze jest ze mną. Szczególnie podczas wyjazdów. Jako mój niezastąpiony tragarz, kierowca, logistyk i specjalista od robienia łańcuszka początkowego.

MP: Czym dla Ciebie jest dzierganie? Co czerpiesz z warsztatów?

MK: Warsztaty dają mi moc. Kiedy człowiek wciąż pracuje w jednej firmie, z tymi samymi ludźmi, jego życie się zawęża. Dzięki motkom otworzyłam się na ludzi. Nasze (nie „moje” – NASZE) warsztaty to nie tylko nauka ściegów i splotów to okazja, by w towarzystwie innych kobiet podziergać przy kawie i porozmawiać o życiu. To odskocznia, która przywraca równowagę i daje satysfakcję z tworzenia małych dzieł, które upiększają naszą rzeczywistość. To sztuka wyplatania własnych marzeń… To co? „Jutro jedziemy po wełnę?”

MP: Oj nie! Muszę najpierw zużyć tę, którą mam. A mam szufladę pełną wełny, zdarza mi się dziergać nie od dziś. Zazwyczaj na szydełku – bardzo mnie to uspokaja. Powiedz mi jeszcze na koniec, co byś powiedziała osobom, które mają jakieś swoje zainteresowania ale boją się wyjść z nimi do ludzi, boją się sięgnąć po swoje marzenia?

MK: Powiem krótko… rób! Bój się , że ci się nie uda ale rób! Jesteś tu i teraz. Nie jutro, nie za rok. Rób !

MP: Bardzo dziękuję Ci za rozmowę. Mówisz o rzeczach, które mnie samej są bardzo bliskie. Dzięki Tobie poczułam się jeszcze bardziej zainspirowana do dalszej pracy nad sobą w walce o marzenia. Mam nadzieję, że nasi Czytelnicy znajdą w naszej rozmowie również lekcję dla siebie. W dzisiejszych czasach wszyscy potrzebujemy zatrzymania, odkrycia tego, co naprawdę ważne…

Perfekcyjna nieperfekcjonistka przyglądająca się światu z pozycji niezupełnie bezstronnego obserwatora. Nierzadko z zacięciem satyrycznym. Miłośniczka prostoty i poszukiwaczka piękna w (nie)zwykłej codzienności.