Parzenie kawy na trzy sposoby

Nie, nie znajdziecie w tym wpisie przepisu na kawę. Chociaż wczoraj zrobiłam sobie kawę zbożową z imbirem i kardamonem, i mogę Wam zdradzić, że była pyszna :))) Jakiś czas temu postanowiłam sobie, że nauczę się parzyć kawę na trzy sposoby. Z różnych przyczyn jeszcze tego nie zrobiłam, ale cel pozostał.

Uzależniona od nauki…

Ta tytułowa kawa jest dla mnie oznaką szerszego zjawiska, które stale gości w moim życiu. Jak byłam mała nie potrzebowałam wiele, żeby zająć czymś ręce i wyobraźnię. Właściwie nigdy tak naprawdę się ze sobą nie nudziłam. Kiedy inne dzieci narzekały, że się nudzą, ja patrzyłam na nie i próbowałam zrozumieć o co im chodzi. Świat zawsze wydawał mi się ciekawy i zawsze miałam na siebie jakiś pomysł. Tak mi zostało.

Jestem miłośniczką uczenia się, nabywania nowych kompetencji i umiejętności. Mam takie poczucie (może błędne, może czas je zweryfikuje), że nie ma takiej rzeczy, której nie mogłabym się nauczyć. Oczywiście, mam jakieś predyspozycje… Bardziej humanistyczne, niż ścisłe, ale bardzo lubię sam proces uczenia się. Lubię ten stan kiedy wcześniej czegoś nie wiedziałam i nie potrafiłam, a teraz już wiem i umiem.

W pewnym sensie jestem uzależniona od nauki, bo kiedy nie uczę się czegoś nowego, kiedy nie próbuję czegoś nowego, bardzo mnie to psychicznie męczy i robię się marudna. Tak po prostu mam, bo lubię podejmować wyzwania i lubię znajdować się w nowych sytuacjach. Przechodzić od tego, co nieznane, do tego, co znane. Bardzo dużo energii czerpię z macierzyństwa, bo właściwie dzięki temu, że jestem mamą, stale wchodzę w nowe sytuacje i podejmuję wyzwania. Myślę, że takie jest doświadczenie każdego rodzica.

Wyszukuję cele

Bardzo chętnie znajduję sobie różne cele, które zapisuję na listę i z przyjemnością odhaczam, gdy je osiągnę. W pewnym sensie jest to sztuczne, bo moje cele nie zawsze biorą się z tego, że coś robię i wydaje mi się to interesujące. Bywa, że wyznaczam je sobie arbitralnie. Po to, aby znaleźć się w nowej sytuacji lub zrobić coś, czego do tej pory nie robiłam. Nie lubię myśleć marzeniami, wolę myśleć celami.

Uważam, że marzenia, które są tylko marzeniami, a nie uważamy je za cele, są tak naprawdę niewiele warte. Szkoda czasu i energii na dumanie nad czymś dla samego dumania. Dla mnie marzenia są celami. Zakładam, że jeśli coś jest moim marzeniem, to w jakiś sposób do tego dążę. Nawet jeśli droga wiedzie na około.

Recepta na chandrę, nudę i melancholię

Nigdy nie jest za późno na naukę. Nasze pokolenie (mam w tej chwili 26 lat) i starsze za bardzo przywykło do myślenia o nauce na sposób szkolny. Dlatego niektórym nauka może kojarzyć się z czymś męczącym.

Ja nigdy nie lubiłam szkoły, uniwersytetu właściwie też nie lubiłam, choć spędziłam na nim pięć lat. Z natury jestem wolnościowcem i każdą sformalizowaną strukturę odbieram jako ograniczającą. W moim odczuciu nic tak nie odbiera radości z uczenia się, jak szkoła, czy uniwersytet. I nie dziwię się absolwentom szkół, czy uczelni, którzy zniechęcili się do nauki.

Sama pewnie byłabym w tej grupie, gdyby nie moje silne przekonanie o tym, że większą wartość ma kreatywność, niż wypełnianie czyichś wymagań punkt po punkcie. Nawet jako dziecko miałam problem z wypełnieniem poleceń, dopóki nikt nie powiedział mi dlaczego mam to zrobić. Jednym słowem byłam denerwująca pod tym względem, i pewnie w jakimś sensie nadal jestem ;)))

Codzienne robienie nowych rzeczy nie tylko buduje pewność siebie, ale zapobiega nudzie i melancholii. Osobiście uważam, że stwarzanie siebie jest jednym z najfajniejszych zajęć, jakim możemy się poświęcić.

Miesiące tematyczne

O ile codzienne robienie nowych rzeczy jest czymś fajnym i wartościowym, dobrze jest narzucić sobie jakiś temat na cały miesiąc i po prostu się nim zajmować. Na tą genialną myśl wpadłam wczoraj, kiedy rozmawiałam z tatą i zastanawiałam się czego pouczyć się teraz 😀 Moim tematem na październik (choć zaczynam już teraz) jest coaching i psychologia pozytywna. Wokół tych zagadnień będzie skupiała się czytana przeze mnie literatura. Pod koniec października spróbuję napisać dla Was podsumowanie tego, co w tym temacie zrobiłam i jakie mam refleksje.

A na koniec…

Zachęcam Was do tego byście również znaleźli sobie temat na nadchodzący miesiąc i realizowali go. To może być wszystko od psychologii, kuchni, szydełkowania, po kurs spawalniczy. Jeżeli ten wpis jakoś Was zainspiruje, proszę podzielcie się ze mną tą informacją w komentarzach 🙂

Perfekcyjna nieperfekcjonistka przyglądająca się światu z pozycji niezupełnie bezstronnego obserwatora. Nierzadko z zacięciem satyrycznym. Miłośniczka prostoty i poszukiwaczka piękna w (nie)zwykłej codzienności.