Liczy się strategia

Bycie mamą wymaga strategicznego podejścia. Przez pierwsze trzy dni w domu z malcem brakowało mi strategii. Gdyby tak miało zostać… oszalałabym.

Między pieluchą a butlą

Tak, to rzeczywiście tak jest, że dobę przestaje się liczyć w godzinach. Gdy dziecko pojawi się na świecie godziny zamieniają się w pory karmienia i przewijania. I nagle okazuje się, że tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy. Rozglądasz się i myślisz, że to było dobre. Po czym okazuje się, że tak minął cały tydzień i Ty nawet nie wiesz kiedy to się stało.

I w zasadzie nie ma na co narzekać

Bo Ameryki nie odkrywasz tym, że dziecko musi jeść i się załatwiać. Odkrywasz ją wtedy, kiedy potrafisz między pieluchą a butlą zmieścić własny odpoczynek, mycie okna w kuchni, odmrażanie lodówki, a do tego czas na własne zainteresowania. Wszystko jednak siedzi w głowie, dlatego musisz uwierzyć, że ta Ameryka jest dla Ciebie i tylko czeka na odkrycie.

Do zmęczenia można się przyzwyczaić

Można. Czasami mam ochotę powiedzieć, że jestem zmęczona, ale generalnie staram się tego nie mówić. Narzekanie na zmęczenie nie sprawi, że poczuję się lepiej. Spowoduje coś zupełnie odwrotnego. Dzięki temu, że o tym nie rozprawiam na prawo i lewo, czuję się bardziej oswojona z tym stanem. Nie jest też taki straszny dlatego, że nie “podbijam” jego znaczenia słowami.

Ale nie ma uniwersalnego przepisu na strategię

No nie ma i co zrobisz? Nic nie zrobisz. Bo prawda jest taka, że mogę sobie tu rozprawiać o swoich doświadczeniach i dawać porady, a ktoś inny mimo najlepszych chęci nie będzie mógł ich wprowadzić w życie z rozmaitych powodów. Po pierwsze, dzieci są różne. Moje dziecko ma takie potrzeby, a Twoje inne. I nawet jeżeli nie jesteśmy w tej samej sytuacji, bo okoliczności, w jakich Ty wychowujesz swoje dziecko są inne, to i tak jesteśmy w tej samej sytuacji… Bo jesteśmy matkami. A to znaczy, że obydwie mamy takie same szanse wypracować sobie strategie ułatwiające codzienną egzystencję. Mogą być one kompletnie różne, a jednak spełniać tę samą funkcję.

Konkludując…

Daj sobie siana z porównywaniem się do innych matek. Dla swojego dziecka i tak zawsze będziesz tą najlepszą. A cała reszta? Who cares… 😉

Perfekcyjna nieperfekcjonistka przyglądająca się światu z pozycji niezupełnie bezstronnego obserwatora. Nierzadko z zacięciem satyrycznym. Miłośniczka prostoty i poszukiwaczka piękna w (nie)zwykłej codzienności.