Chodzę z Bogiem, a On przysyła mi Słońce na uspokojenie

Są tacy ludzie, których nazywam “słońcami”. Czasami zdarza mi się spotkać takie osoby na swojej drodze. Bywa, że słońca pojawiają się pod postacią taksówkarza, sąsiada a czasami kogoś zupełnie obcego, anonimowego.

O co chodzi z tymi słońcami?

To tacy ludzie, którzy tryskają dobrem. Zazwyczaj cechuje ich pozytywne nastawienie do świata i potrafią zarazić spokojem, miłością do tego, co nas otacza. Są takimi wykrzyknikami na drodze, które zwracają uwagę na to, co naprawdę ważne. Ciekawostka polega na tym, że nie wiadomo jak to jest z tymi słońcami. Czy zawsze są takie radosne? Takie dobre? Czy po prostu Bóg daje nam okazję spotkać ich w takim wspaniałym momencie? Lubię myśleć o nich jako o takich aniołach, których Bóg przysyła wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebujemy.

Słońce w lublinie

Nie zawsze zauważałam takich ludzi na swojej drodze, ale to nie znaczy, że ich nie było. Chodząc z Bogiem łatwiej jest ich zobaczyć, spotkać, bo to dzięki Niemu jesteśmy częścią czegoś większego, ważniejszego niż nasze codzienne bolączki i zmienne nastroje. Są takie dni, kiedy człowiek nie ma ochoty z nikim rozmawiać, albo właśnie przeżywa coś, z czym chciałby się schować. I bywa, że Pan Bóg mówi: “Nie. To wcale nie będzie dla Ciebie lepsze”.

Miałam w Lublinie swoją chwilę słabości. I wtedy, kiedy tak bardzo nie chciałam być zauważona, zaczepił mnie pewien człowiek. I powiedział: “Jesteś piękna, nie płacz. Zobacz jaki mamy piękny dzień”.  I tylko tyle, nic więcej. Powiedział to i poszedł w swoją stronę. Nie był to żaden tekst “na podryw”, ten człowiek nic ode mnie nie chciał. On po prostu okazał się aniołem, którego w tamtej chwili potrzebowałam. Tamto krótkie zdanie w jednym momencie mnie otrzeźwiło. To było jak siarczysty policzek od Pana Boga pod hasłem “Weź się kobieto ogarnij”.

Słońce w Gdańsku

W dość trudnym dla mnie czasie poznałam Panią Lucynę. Tak się złożyło, że nasze drogi splatała wtedy wspólna codzienność. Pierwszy raz w życiu spotkałam taką kobietę. Ona miała w sobie stuprocentową kobiecość, taką, której nie da się namalować makijażem, w którą nie da się “przebrać”. Jak kiedyś będę w jej wieku chciałabym zachować w sobie tyle dobra, tyle piękna, ile tylko się da. To nie hasła wykrzyczane na protestach świadczą o kobiecości, tylko piękno duszy.

Rzecz w tym, że ten porządek w duszy nie potrzebuje zewnętrznych manifestacji w postaci “tupania nogą” i zaznaczania w ten sposób swojego miejsca w świecie. Nie potrzebuje domagania się uwagi, czy poklasku od innych. To jest coś takiego, co narzuca się jako oczywistość. Wydaje mi się, że każdemu zdarzają się takie sytuacje kiedy “tupie nogą” jak dziecko, ale nie powinniśmy sobie dawać na to przyzwolenia. Dla mnie takie chwile słabości są zawsze osobistą porażką, zachęcającą do nieustannej pracy nad sobą i szczerze uważam, że jest to materiał na spowiedź. Owszem, powinniśmy chcieć zachować w sobie wewnętrzne dziecko, ale to te dobre cechy powinniśmy pielęgnować, a nie te złe.

Słońce w biblii

We fragmencie, który wybrałam słońcem jest Jezus, który przychodzi do domu Marty i Marii. Moim zdaniem Jego wizyta w tym domu nie jest przypadkowa. Zobaczcie, jak bezpośrednio zwraca Marcie uwagę na jej postawę:

“38 W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu1039 Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. 40 Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». 41 A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, 42 a potrzeba <mało albo> tylko jednego11. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona»”. Łk 10

Maria jest spokojna, usiadła i słucha. Zaś Marta zwraca uwagę na siebie “ja tu sama posługuję, zobacz jak mi ciężko, a najlepiej jeszcze zagoń moją siostrę do roboty”. To tylko pozór, że Marcie zależy bardziej. Pozór, który na dodatek ona sama sobie stwarza. Uosabia ona wewnętrzne dziecko w negatywnym sensie. Jest tą, która “tupie nogą” po to, aby zwrócić na siebie uwagę. Maria też jest jak dziecko, ale jest ciekawa, nastawiona na poznanie, nie chce zagłuszać Jezusa sobą.

Interesująca jest dla mnie postawa Jezusa, bo odnoszę wrażenie, że On przychodzi bardziej do Marty. Ale nie dlatego, że Marta czymś sobie na to zasłużyła, sprzątaniem lub posługiwaniem. Jezus przychodzi do niej, bo ona potrzebuje tego, aby ktoś zwrócił jej uwagę na to, co jest NAPRAWDĘ ważne. I myślę, że to jest to “pukanie do drzwi”, o którym pisałam w artykule Chodzę z Bogiem, tam gdzie nie chcę. To jest to jezusowe “podstawienie nogi”, ale nie po to żebyś się przewrócił, tylko żebyś zwrócił uwagę na to, co masz pod nogami.

trzy rzeczy na koniec

Po pierwsze… nigdy nie wiesz, kiedy będziesz dla kogoś słońcem. Nie wiesz, kiedy będziesz tym aniołem, który poprawi komuś dzień, a być może nawet zmieni zupełnie jego życie. To, co Tobie wydaje się bez znaczenia niekoniecznie takie jest. Bądź jak Maria, która nie potrzebuje pochwały, uwagi, tylko robi swoje.

Po drugie, otwórz oczy. Bóg przysyła Ci anioły codziennie. To nie jest tak, że On milczy albo ignoruje Ciebie i Twoje problemy. Jeżeli Ci się tak wydaje pomyśl o tym, że jesteś jak Kaj. Masz w oku odłamek zwierciadła zaczarowanego przez Królową Śniegu. Ten odłamek nie pozwala Ci widzieć tego, co dobre. Pozbądź się go, nie sam, poproś o pomoc Najlepszego Przyjaciela. W Biblii pełno jest obietnic, w których Jezus mówi “Proście w moje imię, a będzie Wam dane”.

Po trzecie, każda przeszkoda jest po to, aby ją pokonać. Jeżeli ją ominiesz, to prędzej, czy później wróci i odbije się na innej sferze Twojego życia. Nie traktuj jej jak problem nie do rozwiązania, bo masz ze sobą Przyjaciela, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Potraktuj ją jak wykrzyknik, zwrócenie uwagi na to, co NAPRAWDĘ ważne.

Już Niedługo…

Na stronie pojawią się kolejne teksty z wierzącego cyklu. A tymczasem zapraszam Cię do polubienia naszego profilu na Facebooku oraz Instagramie. Poczytaj również posty mojego Męża, który na bazie codziennych doświadczeń spisuje Instrukcję obsługi kobiety😀.

Czytaj pozostałe wpisy z serii

 

Perfekcyjna nie perfekcjonistka przyglądająca się światu z pozycji niezupełnie bezstronnego obserwatora. Nierzadko z zacięciem satyrycznym. Miłośniczka prostoty i poszukiwaczka piękna w (nie)zwykłej codzienności.