Na jesienną chandrę: Nie gadaj, tylko rób!

I nie zrozumcie mnie źle. Nie stawiam się teraz w roli osoby, która z góry mówi innym co mają robić. Powyższą radę staram się stosować w swoim życiu. Chociaż, te osoby, które znają mnie prywatnie, wiedzą, że lubię mówić dużo. Kiedy byłam mała, mama upominała mnie słowami: “Monika, daj coś powiedzieć koleżance, ciągle tylko nawijasz”. Dzisiaj już jest z tym lepiej, bo z biegiem lat w końcu odkryłam, że nie jestem sama na tym świecie 😉

Ale nie o tym będzie ten wpis. Robi się coraz zimniej, coraz bardziej szaro i nieprzyjemnie. Wiem, że miłośników polskiej złotej jesieni jest mnóstwo. Cóż, ja do nich raczej nie należę, choć jesienne spacery fotograficzne wychodzą mi całkiem nieźle. Jesień od zawsze była dla mnie porą gwałtownego spadku energii. Było to widać w szkole i na studiach. Co prawda dbałam o to aby utrzymać swoje oceny na tym samym poziomie, ale zdecydowanie więcej pracy musiałam w to wkładać właśnie w chłodniejsze miesiące i zawsze było to dla mnie strasznie męczące.

Zła jesienna passa została przełamana w zeszłym roku. A wszystko to ze względu na nasz ślub, który miał miejsce w październiku. Pogoda nam wtedy bardzo dopisała. Zeszły rok naprawdę był dla nas nie tylko bardzo szczęśliwy, ale też intensywny. Mnóstwo spraw do załatwienia, do dogadania, do ogarnięcia i wszystko w tempie błyskawicznym – a to dlatego, że spieszyło nam się do wspólnego życia. 😉

I to jest recepta na jesienne dni…

Brać ślub co roku! Nie no, żartuję 😉 Na spadek energii zawsze najlepsze jest… działanie! Znam takie osoby, które opanowały leżenie w łóżku do perfekcji. Zwłaszcza w sytuacji, gdy pojawia się jakaś trudność albo nieprzyjemny stan psychiczny. I ogólnie spoko, można przeleżeć tak całe życie. Pytanie tylko po co? I czy warto?

Drażnią mnie ludzie, którzy czekają aż im przejdzie zamiast coś ze sobą zrobić. Ludzie, którzy naprawdę zmagają się z ciężką depresją wychodzą z niej nie poprzez leżenie w łóżku, ale poprzez starcie kurzu z półek lub wyjęcie rzeczy ze zmywarki. Z ich doświadczenia też można się czegoś nauczyć.

Popularna proaktywność

Dzisiaj proaktywność jest modna. Łatwo można zrobić z niej puste hasło, czyli proaktywność dla samej proaktywności, ale nie o to mi chodzi… Sama nie lubię robić rzeczy bez celu. Zawsze było to dla mnie priorytetem aby wiedzieć dlaczego i po co, coś robię. Działanie, które nie ma żadnego celu jest dla mnie puste i bezwartościowe. Ktoś mógłby powiedzieć “no dobra, ale jaki cel ma wyjmowanie rzeczy ze zmywarki?”, a no jakiś ma… choćby utrzymanie porządku w domu.

Ale nie chodzi mi o to, żeby proaktywność rozumieć tylko jako wypełnianie domowych obowiązków. Według mnie warto podejmować się różnych działań. Po co? Żeby zdobywać wiedzę o sobie samym. Dzięki temu, że biorę udział w różnych przedsięwzięciach, że zajmuję się różnymi rzeczami, dowiaduję się co jest dla mnie interesujące, co jest dla mnie ważne, co warto kontynuować, a co przerwać. Poza tym jeżeli chcesz znaleźć w życiu pasję, musisz jej po prostu szukać. Rzadko zdarza się tak, że ktoś od razu znajduje swoją pasję, że ją sobie wymyśla najpierw w głowie. W rzeczywistości często jest tak, że pasja przychodzi z czasem, w trakcie robienia danej czynności.

Moje pierwsze razy

Zawsze chciałam spróbować malowania akwarelą, ale jakoś brakowało mi odwagi (zauważcie jak często jesteśmy swoimi własnymi krytykami). Dostałam od męża w prezencie blok i farby, zaczęłam malować i okazało się, że nie tylko przynosi mi to dużą przyjemność, poczucie relaksu – ale też całkiem mi to wychodzi. Są takie chwile kiedy za tym tęsknię. Teraz dawno nie malowałam i mam nadzieję, że jutro uda mi się znaleźć chwilę na to, aby to zrobić.

Bardzo lubię zapisywać różne rzeczy. Między innymi zapisuję sobie także pomysły na nowe zajęcia, czy zainteresowania. Wynika to z tego, że nie potrafię się nudzić. Rzadko tak jest, że się nudzę, bo zwykle jest coś takiego, czym potrafię się zainteresować, a często wciągam w to również inne osoby. Dlatego na jesienną chandrę polecam Wam wypisać te rzeczy, które mieliście ochotę zrobić i po prostu zacząć je robić po kolei 😉  Niezależnie od tego, czy jesteście uczennicami, mamami, babciami, czy prababciami bo nigdy nie jest za późno na działanie!!! ;)))

Perfekcyjna nieperfekcjonistka przyglądająca się światu z pozycji niezupełnie bezstronnego obserwatora. Nierzadko z zacięciem satyrycznym. Miłośniczka prostoty i poszukiwaczka piękna w (nie)zwykłej codzienności.