Co to znaczy “odpoczywać”?

Jakiś czas temu moja Mama wyraziła potrzebę, abym napisała post o tym jak odpoczywać. W dzisiejszych czasach wielu ludzi ma z tym kłopot. Wydaje mi się, że jest tak dlatego, że nie zastanawiamy się nad tym, czym tak naprawdę jest odpoczynek i jak go rozumieć.

Świat pachnie

Cóż, kto ma o tym wiedzieć jak nie kobieta w ciąży. 😉 Rzeczywiście jestem w tym błogosławionym stanie bardzo wyczulona na zapachy i często je komentuję. Ale to prowokuje mnie do zastanowień nad tym, jak często w naszym codziennym życiu jesteśmy “tu i teraz”? Czy zwracamy uwagę na to, że świat pachnie? Każdy z nas ma jakieś swoje ulubione zapachy z dzieciństwa. Dla niektórych jest to zapach pierników pieczonych na Święta Bożego Narodzenia, dla innych zapach skoszonej trawy albo miętowej pasty do zębów. Jak często dostrzegamy je w dorosłym życiu i czy w ogóle zwracamy na nie uwagę?

Znam wielu takich ludzi, którzy narzekają, że nie potrafią odpoczywać. Twierdzą, że nie mają czasu i właściwie każdą propozycję zmiany traktują na zasadzie “wiesz, może gdybym miał na to czas, to bym tak robił”. Ale ktoś kiedyś powiedział, że doba dla każdego ma 24 godziny. To niepodważalny fakt. Są ludzie, którzy potrafią produktywnie gospodarować swoim czasem, dlaczego więc stawiasz siebie na przegranej pozycji i twierdzisz, że nie potrafisz? Jak możesz to wiedzieć, jeżeli nie próbujesz?

Odpoczynek to doświadczanie świata tu i teraz. To między innymi doświadczanie zapachu. Tak zwyczajnego jak np. zapach czarnej herbaty z cytryną. Jeżeli chcesz odpocząć przy kawie, a nie wiesz jak ona pachnie, to gdzie w takim razie gdzie teraz jesteś?

ŚWIAT SMAKUJE

To banał, ale sposób jedzenia również wpływa na brak odpoczynku i relaksu. Jeżeli jesz łapczywie, w pośpiechu, nie zwracając uwagi  na to, co jesz, to niewątpliwie robisz sobie krzywdę. Jeżeli regularnie wciskasz w siebie wszystko, co oferują sieci fastfood, to choćbyś nie wiem jak się starał, nie wypoczniesz. Twoje ciało godzinami będzie próbowało przetrawić cały ten śmietnik i nawet jeśli zaspokoisz w ten sposób jakąś swoją zachciankę, to nie odżywisz ciała należycie.

Wierzę, że rytuały są ważne. Nie tylko dla naszej psychiki, ale również dla naszego organizmu. Regularne jedzenie posiłków, nie tylko odżywia ciało ale również umysł. Porządkuje dzień. Kiedyś wydawało mi się, że warto jeść tylko wtedy, kiedy odczuwam głód. Dzisiaj wiem, że to nie jest dobry nawyk. Głód to sygnał od ciała mówiący o tym, że “coś jest nie tak”. Jeżeli jesz regularnie, taki sygnał nie jest wysyłany.

Pamiętaj, że liczy się nie tylko to CO jesz, ale również JAK jesz. Kiedyś miałam bardzo zły nawyk jedzenia przy telewizji i chociaż nadal mi się to zdarza, to nie jest to mój “automat”, a świadoma decyzją. Dzisiaj wiele się mówi o multitaskingu, ale sądzę, że kiedy to tylko możliwe powinniśmy się skupiać na wykonywaniu tylko jednej czynności w danym czasie. Zauważ, że jest to coś, czego uczymy nasze dzieci. Zdanie: “teraz jest czas na jedzenie, a nie na zabawę” bywa często powtarzane przez rodziców. Dlaczego więc tak ciężko jest nam być restrykcyjnymi wobec samych siebie?

Dla mnie przełomowym momentem w podejściu do jedzenia i do swojego ciała, było zdanie sobie sprawy, że kiedy jako dziecko byłam pod opieką mamy czułam się naprawdę zadbana. Kiedy zaczęłam studia, nagle zabrakło czasu na wszystko inne. Za bardzo skupiłam się na tej sferze swojego życia. Jadłam nieregularnie, opuszczałam niektóre posiłki. Skupienie przychodziło mi coraz trudniej, często zdarzało mi się jeść byle co, byleby zjeść. Wszystko w imię wyższego dobra – studiów. Dzisiaj myślę, że to bzdura. Realizować wyższe dobro, można dopiero wtedy, kiedy wszystkie sfery życia pozostają w stosunku do siebie w pewnej równowadze. Ciało jest domem duszy. Jeżeli o nie nie dbasz, to tak jakbyś nie dbał o swój dom. Nie wyrzucał śmieci, nie wykonywał codziennych obowiązków. Czy chciałoby Ci się żyć w takim domu?

Swoją żywieniową rekonwalescencję zaczęłam od zastanowienia się nad tym, co takiego robiła mama, a czego nie robię ja. Oto kilka kluczowych kwestii: 

  • Regularność: chociaż nie zawsze udawało się wstrzelić w ściśle określoną godzinę, w moim domu rodzinnym było wiadomo, kiedy jest czas na śniadanie, obiad i kolację.
  • Wartościowość: mama dbała o to, żebyśmy nie jedli byle czego. Przygotowane przez nią posiłki były zdrowe i zróżnicowane. Koncentrowała się na dostarczaniu witamin i różnych wartości odżywczych.

  •  

    Spokój: rodzicom nie podobało się, kiedy dziadkowie włączali mi telewizję do posiłków. Wtedy burzyłam się i zawsze potrafiłam tak “zakręcić” dziadków, aby zrobili “po mojemu”. Dzisiaj wiem, że to wykształciło we mnie różne złe nawyki, z którymi musiałam się później zmierzyć w życiu dorosłym.

  •  

    Czas spędzony z rodziną: wspólny posiłek był przede wszystkim okazją do spędzenia czasu z najbliższymi, do rozmowy o tym, co nas dzisiaj poruszyło, o tym, co nas cieszy, a co trapi.

  •  

    Jedzenie oczami: moja mama zawsze dbała i nadal dba o to, aby jedzenie wyglądało zachęcająco. Jako dziecko nie chciałam jeść niektórych rzeczy, ale to właśnie mama potrafiła je podać w taki sposób, że w końcu zjadałam je ze smakiem. Ludzie są wzrokowcami i nic w tym złego, dlatego warto dbać również o wygląd posiłków.

ŚWIAT WYGLĄDA

Zawsze bardzo lubiłam patrzeć w niebo. Czasami jest takie piękne, że patrząc na nie mam ochotę się przeżegnać i podziękować. I czasami to robię. Mam wrażenie, że ludzie rzadko widzą świat. Nawet jeżeli patrzą, to i tak nie widzą. Są zbyt zajęci przechodzeniem z punktu A do punktu B i wgapianiem się w telefon. Jeżeli często uciekasz od rzeczywistości w świat wirtualny, albo żyjesz tylko planami na jutro, to skąd możesz wiedzieć jak wygląda świat? Czy zdarza Ci się czasami zmienić drogę do domu, albo drogę do pracy, tylko po to by rozejrzeć się po okolicy? Jeżeli nie, przemyśl to.

Ten sam brak uważności towarzyszy nam, gdy szukamy jakiejś rzekomo zagubionej rzeczy, a tak naprawdę mamy ją przed sobą. To świadczy tylko i wyłącznie o naszym wewnętrznym chaosie. Takie sytuacje powinny zwrócić Twoją uwagę, jeśli często się zdarzają to znaczy, że musisz bardziej skupić się na sobie i pracy nad sobą.

ŚWIATA MOŻNA DOTKNĄĆ

W filmie “Amelia” doskonale pokazano rolę różnych zmysłów w naszym życiu i czerpanie przyjemności z drobnych rzeczy. Jedną z tych przyjemności jest dotykanie świata. Takie jak: wkładanie dłoni do worka z ziarnem, pękanie folii bąbelkowej pod stołem, czy głaskanie kota. Jak często zdarza Ci się dotykać świata uświadamiając sobie jakie to jest uczucie?

Zauważ, że nie potrzeba do tego wiele. Możesz to robić gdy przygotowujesz posiłek dla rodziny, kiedy pracujesz w ogrodzie, lub kiedy jesteś na spacerze, albo w drodze do pracy. Czy zdarza Ci się czasami chodzić boso po trawie tylko dlatego, że jest to przyjemne? 

Czynności, które Ci podsuwam nie są na tyle angażujące, ani skomplikowane, aby odkładać je na potem. A jednak jestem przekonana, że wielu czytelników zbagatelizuje je i potraktuje postawą “być może kiedyś spróbuję”. Zupełnie tak, jakby trzeba było przygotować się do doświadczania świata. A przecież wszystko, co potrzebne już mamy. Wystarczy tylko otworzyć się na te doznania.

ŚWIATA MOŻNA POSŁUCHAĆ

Jak często skupiasz się na tym, co słyszysz? Czy zwracasz uwagę na to, jakie treści wkładasz w swoją głowę? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli rozpoczynasz dzień od słuchania wiadomości, lub przeglądania nekrologów, nastrajasz się negatywnie? Jak często słyszysz krople wody uderzające w szybę? Szum wiatru? Albo po prostu ciszę przerywaną co jakiś czas miauczeniem kota?

Pewnie wydaje Ci się, że to takie zwykłe i nieważne. To błąd. To te najzwyklejsze rzeczy tworzą nas i naszą rzeczywistość. Miłe gesty, uśmiech najbliższej osoby – to są drobiazgi, które potrafią odmienić cały dzień, a czasami nawet całe życie. Kiedyś wydawało mi się, że nie potrzebuję wyciszenia. To bzdura, która w pewnym wieku jest uzasadniona, ale jeżeli z tego nie wyrośniesz, możesz narobić sobie biedy. Jeżeli jesteś wrogiem ciszy, to znaczy, że masz jakiś problem, który nie pozwala Ci na zwykłe bycie z samym sobą.

Na pierwszym roku studiów magisterskich medytowałam bardzo dużo, to był dla mnie przełomowy rok, w którym zmieniał się mój sposób myślenia. Trochę z konieczności, a trochę z zainteresowania rozwojem osobistym. Z konieczności, ponieważ okazało się, że na hektolitrach kawy długo nie pociągnę. Przez ogólne zaniedbanie, nie wsłuchiwanie się w swoje ciało i potrzeby, mój stan psycho-fizyczny bardzo się pogorszył. Miałam bardzo silne problemy ze snem, byłam znerwicowana, zmęczona a moja odporność na zachorowania bardzo znacznie spadła.

Medytacja była jednym z moich zdrowych nawyków, dzięki któremu udało się uporządkować cały ten chaos w głowie, a równocześnie przetrwać sesję egzaminacyjną bez kawy. I chociaż tęskniłam za tym smakiem, to wiedziałam, że potrzebuję przebudzenia i przełamania swoich dotychczasowych przyzwyczajeń. Potrzebowałam “powrotu do domu”. Oczywiście medytacja nie była jedyną drogą, był to cały zespół nawyków, może kiedyś napiszę o tym posta, jeżeli uznam, że jest taka potrzeba.

Wsłuchiwanie się w siebie zaczynałam od 3 minut (na początku ciężko było mi wysiedzieć w miejscu), ale potem ten czas wydłużył się do 5-10-15 minut, aż w końcu zdarzało się, że siedziałam w ciszy przez pół godziny dziennie. Moja produktywność znacznie wzrosła, nauka przychodziła mi łatwiej i nie potrzebowałam już tylu powtórek materiału, ile w czasach “kawowych”. Okazało się, że dzięki słuchaniu tej ciszy jestem w stanie bardziej odczytać siebie i swoje potrzeby, a tym samym mogę żyć dużo lepiej, zmieniając niewiele.

ALE JAK TO SIĘ MA DO ODPOCZYWANIA?

Być może część z Was jest w tej chwili zawiedziona, bo mieliście wrażenie, że będzie to post o odpoczywaniu, a “zapodałam” Wam coś innego. Otóż nie, to naprawdę jest wpis o relaksie. W dzisiejszych czasach błędnie pojmujemy odpoczynek, wydaje nam się, że to jest jakaś magiczna pora dnia, w której możemy pozwolić sobie na swobodę. W pewnym sensie tak jest, ale nie do końca. Na jakość naszego odpoczynku wpływają codzienne nawyki i postawa wobec życia. Jeżeli nieustannie się czymś zamartwiasz, to Twoje pół godziny w ciszy może być maratonem niefortunnych zdarzeń, które najprawdopodobniej nigdy nie wydostaną się poza Twoją głowę.

Jeżeli będziesz spożywać nieregularne, niewartościowe posiłki w chwilach, które chcesz poświęcić na odpoczynek, Twoje ciało będzie ociężałe i zmęczone. Będzie się zmagało z całym tym śmietnikiem, który w siebie wkładasz. Jeżeli żyjesz listą rzeczy do zrobienia, nie skupisz się na chwili obecnej i nie zatrzymasz tylko po to, aby wziąć kilka głębszych wdechów. Jeżeli Twoje życie dzieje się głównie w Twoim telefonie, nie zauważysz osoby przechodzącej obok i uśmiechającej się do Ciebie.

W TAKIM RAZIE CO ROBIĆ?

Najpierw przyjrzyj się sobie i swoim nawykom. Zobacz co powoduje Twój wewnętrzny chaos. Podejmij refleksję nad swoimi nawykami i zastanów się co możesz zrobić, aby je zmienić i poprawić. Choć będzie to wymagało od Ciebie ciężkiej pracy, na pewno wpłynie na jakość Twojego życia i jakość odpoczynku. Nie odbieraj sobie tej możliwości. Życzę Ci powodzenia w stawaniu się lepszą wersją siebie 😉

Perfekcyjna nie perfekcjonistka przyglądająca się światu z pozycji niezupełnie bezstronnego obserwatora. Nierzadko z zacięciem satyrycznym. Miłośniczka prostoty i poszukiwaczka piękna w (nie)zwykłej codzienności.

Wydziergany sposób na życie – wywiad z Magdaleną Kosmowską

Postanowiłam rozszerzyć działalność blogową o wywiady z ludźmi, którzy świadomie wybierają „jakość ponad ilość”. Dla których takie słowa jak: pasja, rodzina, życie tu i teraz – mają znaczenie. Wierzę, że jest nas na świecie wiele i  wierzę, że są takie rzeczy, których możemy uczyć się od siebie nawzajem. Dlatego, raz na jakiś czas będę publikować dla Was wywiad z ciekawą osobą.

Z chwilą, kiedy wpadłam na ten pomysł na moje prywatne konto przyszła wiadomość od Magdaleny Kosmowskiej, założycielki firmy Motki2. Magda zapraszała mnie na warsztaty z dziergania, które odbywały się w Gdańsku. Temat żywo mnie zainteresował, ale byłam w tamtym momencie poza miastem. Od razu przyszedł mi do głowy pomysł, aby poprosić Magdę o rozmowę. Jej efektem jest poniższy wywiad, do którego lektury serdecznie Was zapraszam 😉

Monika (MP): Kiedy zaczęłaś dziergać i co Cię do tego skłoniło?

Magda (MK): Jak to zwykle bywa, zaczęło się od marzeń. Ale nie takich o willach, czy limuzynach i całym tym high life w stylu znanym z hollywoodzkich filmów. Zamarzyło mi się, że już nigdy nie wrócę do pracy, że nie utknę w przeszłości, bolejąc nad tym, że czegoś nie zrobiłam. Chciałam być szczęśliwa tu i teraz, zatrzymać się i zacząć doceniać to, co mam, co mnie otacza i co jest obok.

MP: Skąd wziął się pomysł na Motki2?

MK: Moja mama była mistrzynią wyczarowywania użytecznego piękna z niczego. Wyplatała małe dzieła sztuki z kłębka włóczki, kawałka sznurka czy kordonka. Gdy szłam spać słyszałam charakterystyczny dźwięk maszyny do szycia. Niezależnie od tego czy była to pasja czy też potrzeba spowodowana PRLowskim niedostatkiem, to mama zaszczepiła we mnie kreatywność i uruchomiła wyobraźnię, a teściowa dała klucz (w postaci szydełka i drutów) do świata dziergania.

Motki2 powstały w jedną noc (logo, strona, biznesplan). W jedną noc postanowiłam też, że nie wrócę do korpopracy. Tej samej nocy powiedziałam do męża: „jutro jedziemy po wełnę”. Następnego dnia z pomocą filmiku DIY powstał pierwszy koc z wełny czesankowej. Z dumą zaprezentowałam swoje dzieło najbliższym, a następnie wrzuciłam zdjęcie na firmowego Instagrama i Facebooka. Po tygodniu pojawiłam się ze swoimi wyrobami na targach Och!Bazar i na Mammaville. Po miesiącu, w Urzędzie Dzielnicy, wyszkoliłam ponad 70 osób. Po roku było ich ponad 500. Równocześnie zaczęłam szukać grup odbiorców gotowych kocyków – strzałem w 10 okazały się sesje noworodkowe. Zaczęłam, jako wówczas jedyna na świecie, tworzyć tęczowe kocyki, które pięknie fotografowała Marta Pońsko.

MP: Skąd czerpiesz pomysły na nowe projekty?

MK: Od ludzi! Razem z uczestniczkami warsztatów wymyślamy ściegi i nowe zastosowania dla naszych robótek. I tak ze zwykłego kocyka powstaje torebka, a z poduszki czapka 😉 Nawet na Pinterest tego nie znajdziecie 😉

Inspirują mnie fotografowie z całego świata. Instagram i Facebook to skarbnica zdjęć i stylizacji. Na jednym z warsztatów ktoś zadał pytanie o to, kiedy przy dwójce dzieci (z jednym całkiem malutkim ssakiem) znajduje czas na kocyki? Odpowiedziałam, że na miłość czas znajdzie się zawsze. A tak całkiem poważnie… zdarza się, że kilka nocy nie śpię, dziergam, a rano chodzę jak zombie ratując się kawą. Często realizuję zlecenia na cito! Przy sesjach noworodkowych takie realizacje to norma. Sesja fotograficzna zamówiona, termin porodu za 3 tygodnie a tu niespodzianka! Dzidziuś postanowił wcześniej wpaść do studio 😉

MP: Jak na co dzień wygląda Twoja praca, czy pracujesz w jakimś zespole?

MK: Kocyki robię sama, ale mąż towarzysko zawsze jest ze mną. Szczególnie podczas wyjazdów. Jako mój niezastąpiony tragarz, kierowca, logistyk i specjalista od robienia łańcuszka początkowego.

MP: Czym dla Ciebie jest dzierganie? Co czerpiesz z warsztatów?

MK: Warsztaty dają mi moc. Kiedy człowiek wciąż pracuje w jednej firmie, z tymi samymi ludźmi, jego życie się zawęża. Dzięki motkom otworzyłam się na ludzi. Nasze (nie „moje” – NASZE) warsztaty to nie tylko nauka ściegów i splotów to okazja, by w towarzystwie innych kobiet podziergać przy kawie i porozmawiać o życiu. To odskocznia, która przywraca równowagę i daje satysfakcję z tworzenia małych dzieł, które upiększają naszą rzeczywistość. To sztuka wyplatania własnych marzeń… To co? „Jutro jedziemy po wełnę?”

MP: Oj nie! Muszę najpierw zużyć tę, którą mam. A mam szufladę pełną wełny, zdarza mi się dziergać nie od dziś. Zazwyczaj na szydełku – bardzo mnie to uspokaja. Powiedz mi jeszcze na koniec, co byś powiedziała osobom, które mają jakieś swoje zainteresowania ale boją się wyjść z nimi do ludzi, boją się sięgnąć po swoje marzenia?

MK: Powiem krótko… rób! Bój się , że ci się nie uda ale rób! Jesteś tu i teraz. Nie jutro, nie za rok. Rób !

MP: Bardzo dziękuję Ci za rozmowę. Mówisz o rzeczach, które mnie samej są bardzo bliskie. Dzięki Tobie poczułam się jeszcze bardziej zainspirowana do dalszej pracy nad sobą w walce o marzenia. Mam nadzieję, że nasi Czytelnicy znajdą w naszej rozmowie również lekcję dla siebie. W dzisiejszych czasach wszyscy potrzebujemy zatrzymania, odkrycia tego, co naprawdę ważne…

Perfekcyjna nie perfekcjonistka przyglądająca się światu z pozycji niezupełnie bezstronnego obserwatora. Nierzadko z zacięciem satyrycznym. Miłośniczka prostoty i poszukiwaczka piękna w (nie)zwykłej codzienności.

Nie wszystko, co masz w głowie zasługuje na uwagę

Jak często się zdarza, że zamartwiasz się różnymi rzeczami a kiedy próbujesz sobie przypomnieć od czego to się zaczęło, to nie jesteś w stanie tego określić? Jak często łapiesz się na myśleniu o czymś, co po prostu wpadnie Ci do głowy? Nie zapominaj, że panem swojej głowy jesteś Ty sam i możesz decydować o tym, co w niej trzymasz. Czytaj dalej

Perfekcyjna nie perfekcjonistka przyglądająca się światu z pozycji niezupełnie bezstronnego obserwatora. Nierzadko z zacięciem satyrycznym. Miłośniczka prostoty i poszukiwaczka piękna w (nie)zwykłej codzienności.

Kilka wspomnień z sesji z Mamą

W zeszłym roku moja mama zgodziła się zapozować mi przed obiektywem. Pogoda nam dopisała i nastroje również – myślę, że widać to na zdjęciach. Wkrótce na stronie ukażą się też inne zdjęcia z moją mamą w roli głównej, ponieważ mamy w planach nowy projekt. Zobaczymy co nam z tego wyjdzie, a tymczasem mam nadzieję, że spodoba Wam się nasza zeszłoroczna sesja. 🙃😋 Czytaj dalej

Perfekcyjna nie perfekcjonistka przyglądająca się światu z pozycji niezupełnie bezstronnego obserwatora. Nierzadko z zacięciem satyrycznym. Miłośniczka prostoty i poszukiwaczka piękna w (nie)zwykłej codzienności.

Uniesienia z “Pamiętnikiem”

Majówka już za nami, ale każdemu należy się chwila relaksu. Zwłaszcza ta z książką, w fotelu, pod kocykiem z kubkiem gorącej herbaty lub zimnej lemoniady. Jeśli właśnie zastanawiasz się nad tym, po którą książkę sięgnąć, pozwól, że ułatwię Ci wybór… Czytaj dalej

Perfekcyjna nie perfekcjonistka przyglądająca się światu z pozycji niezupełnie bezstronnego obserwatora. Nierzadko z zacięciem satyrycznym. Miłośniczka prostoty i poszukiwaczka piękna w (nie)zwykłej codzienności.